czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdzial 5

Obudziły mnie pierwsze promienie słońca które przedarły się przez okno prosto do mojego pokoju. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułam ze się wyspałam. Z gracja wyszłam z lóżka i poszłam do łazienki wykonać podstawowe czynności. Wyszłam z Łazienki i ubrałam na siebie cienka  fioletowa bluzkę z kwiatki i pomarańczowe spodenki. Zastanawiałam się jakie ubrać buty, ale po krótkim myśleniu zostało na balerinach. Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone gdyż miałam piękne fale.
Jeszcze nie zdążyłam do Końca wejść do salonu a przybiegła do mnie mama
- Wszystkiego najlepszego kochanie, dużo miłości- kobieta zaczęła mnie całować w policzki- i szczęścia w dzisiejszym konkursie.
- Dziękuje mamo.
Po życzeniach od mamy podszedł do mnie Rafał i tulił jak swoją biologiczną córkę. Było to bardzo miłe z jego strony.
- Spełnienia marzeń kochana. Żebyś miała w przyszłości najlepszego chłopaka o którym zawsze marzyłaś. Abyś dalej się tak dobrze uczyła jak teraz.- mówił ciągle mnie przytulając.
- Dziękuj ci bardzo Rafał, bardzo się cieszę, że tu jesteś.
- Też się cieszę Emilko. - Rafał ucałował mnie w czubek głowy.
- Już nie Emilko, tylko Emilio- zaczęła się śmiać mama- Ale kochanie musisz na swój prezent urodzinowy musisz poczekać do wieczora.
Popatrzyłam na mamę na Rafała ale i tak nie chcieli mi nic powiedzieć.
- A gdzie Angelika ?- zapytałam
- Już dawno pobiegła do Patrici, kiedy ta zadzwoniła, że zespół który będzie jury na konkursie już przyjechał. Czekaj jak on się nazywał One Direction ?
- Tak, tak się nazywali- uśmiechnęłam się podniecona do moich rodziców.

Po rozmowie wzięłam swoją torebkę, gitarę i pobiegłam do szkoły. Usłyszałam krzyki. Odwróciłam się, a na mnie wskoczyła tajemnicza postać. Zdążyłam się zorientować kto to jest. A Kamila zaczęła mi śpiewać Sto lat.
- MIŁOŚCI, MIŁOŚCI, SZCZĘŚCIA, RADOŚCI... - krzyczała na cały głos.
- Tobie też życzę wszystkiego co najlepsze w życiu oraz mnóstwa prawdziwej i jedynej miłości.
- Dziękuje ci bardzo bardzo mocno kochana.
Tak  się złożyło, że Kami i ja miałyśmy w tym samym dniu urodziny. Była to jedyna rzecz która kochałam w tym dniu. Co roku nasi rodzice robili nam razem przyjęcie urodzinowe. Nie było na nim zbyt wielu ludzi, bo nie miałyśmy znajomych. Najbliższa rodzina i parę koleżanek.
- Boże... już tyle godzin!!! Musimy się śpieszyć bo nie zdążymy do szkoły- pociągnęła mnie Kami za rękę, że prawie puściłam moją drogocenną rzecz, jaką była gitara.
Jeszcze nie zdążyłyśmy wejść na teren szkoły, a już słyszałyśmy krzyki, piski i mnóstwo nastolatek nie zwracając uwagi na paparazzi...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz